Tożsamość
Pociąg Londyn- Hogwart mknął po torach gdzieś wśród pól Anglii. W jednym z przedziałów siedziało czterech chłopców. Jeden z nich był wyraźnie załamany, wpatrywał się tępo w okno i od momentu odjazdu nie odezwał się ani słowem. Dokładnie pół godziny temu został zwyzywany przez pewną nieznajomą tylko dlatego, że przewrócił się na jej bagażach.
- Ej! Peter!- Zamachał mu przed oczami książką jeden z jego towarzyszy. Po zachowaniu można by sądzić, że był raczej dość spokojny z natury.
Peter jednak nie odwrócił się i nadal milczał. Inny chłopak, czarnowłosy, w okularach nie był aż tak delikatny, jak jego poprzednik i rzucił w przyjaciela pudełkiem Fasolek Wszystkich Smaków.
- Czego?!- Tego Peter już nie mógł zignorować.
- Czego nic nie mówisz?- Zapytał go ten w okularach. Peter nic nie odpowiedział.- Ej, ty chyba nie myślisz o tamtej dziewczynie, co?
- Ty, James, a może Glizdek się zakochał!- Wpadł na genialny pomysł czwarty z grupki przyjaciół, który do tej pory siedział luzacko na swoim miejscu i przyglądał się całej scenie z uśmiechem na ustach.
- Zamknij się, Syriusz- warknął sam zainteresowany i powrócił do swoich rozmyślań.
Tym czasem Lucius Malfoy szedł korytarzem szybkim krokiem, większości uczniów nie zaszczycił nawet jednym spojrzeniem. Tak samo było z czwórka kłócących się przyjaciół. Wiedział, że oni tam siedzą, ale spoglądanie w ich stronę uważał za zachowanie poniżej swojej godności nawet, jeśli Syriusz pochodził z Blacków. Zatrzymał się jednak przed jednymi drzwiami. W przedziale siedziała tylko jedna osoba, dziewczyna, mniej więcej w jego wieku. Miała zamknięte oczy, ale coś mu mówiło, że nie spała, raczej czuwała. Było w niej coś z dzikiego zwierzęcia. Przez jakiś czas przyglądał się krótko ściętym czarnym włosom i dwóm dłuższym fioletowym pasemkom, opadającym jej na twarz. Nagle dziewczyna otworzyła oczy i zmierzyła go od stóp do głów. Lucius, nic nie mówiąc, odwrócił się jak gdyby nigdy nic i ruszył w swoja stronę.
- Co tak długo?- Zapytała Bella, kiedy tylko jej przyjaciel wrócił do przedziału.
- Coś mnie zatrzymało- odpowiedział krótko.
- Coś, czy raczej ktoś?
- Daj mi spokój Bella- warknął w odpowiedzi na zaczepkę towarzyszki i usiadł na jednym z wolnych siedzeń. Podobno najłatwiej jest określić człowieka, porównując go do kogoś innego. Właśnie nad tym zastanawiał się teraz Malfoy, do kogo porównać nieznajomą, która tak go zaintrygowała. Miała w sobie coś, czego jeszcze nie znalazł w żadnej innej osobie, nie wiedział tylko, jak to nazwać.
***
Wysiadając na stacji w Hogsmeade, Peter Pettingrew przeżył kolejny cios dzisiejszego dnia. Próbując nadążyć za trójką swoich przyjaciół, zaklinował swój kufer w przejściu. Większość uczniów zdecydowała się wyjść innymi drzwiami, ale nie jedna osoba.
- Ruszaj swój tłusty tyłek, gnido- usłyszał głos za swoimi plecami. Kiedy się obrócił pełen obaw, zobaczył ją.
- Ja... ja... ja, się zablokowałem- wydukał. Sam nie wiedział, czemu tracił głos przy tej dziewczynie, kiedy na niego patrzyła oblewał go nieuzasadniony strach.
- Zsuwaj się, klucho- warknęła i wepchnęła gryfona tak silnie do z powrotem do przedziału, że ten się przewrócił. Sama zgrabnie przerzuciła swoje rzeczy nad jego kufrem, a następnie przeszła po taranującym przejście bagażu.
Całej sytuacji przyglądała się przez nikogo niezauważona Bellatrix Black. Poczuła pewną sympatię do tej dziewczyny. Nie wiedziała tylko, co było tego przyczyną. To, że skopała tyłek temu kretynowi, Pettingrew, czy może przez tą aurę, która roztaczała się dookoła niej. Bella zaczęła się przez chwilę zastanawiać, w którym z domów może być ta nieznajoma. Doszła jednak do w wniosku, że w życiu jej jeszcze nie widziała w Hogwarcie. Ale skoro tak, to co ona tu robi? Nigdy nie słyszała o tym, żeby ktoś doszedł do Hogwartu w trakcie trwania swojej edukacji. Wyszła na zewnątrz, może jeszcze ją dogoni. Nowej, jak ją w myślach nazwała, nigdzie nie było, jakby rozpłynęła się w powietrzu.Za to usłyszała przeraźliwie głośny krzyk, który tak dobrze znał już każdy w Hogwarcie od czterech lat.
- Potter, zejdź mi z drogi!- Wrzasnęła rudowłosa dziewczyna- Nie chcę twojej pomocy!
Mimo usilnych próśb rozczochranego, czarnowłosego chłopaka, nadal samodzielnie taszczyła swój bagaż do jednego z powozów. Kiedy wreszcie dotarła do celu, dostała w głowę czymś, co wyglądało jak sfatygowane opakowanie po Czekoladowej Żabie. Obróciła się, żeby sprawdzić, skąd przyleciał owy śmieć. Okazało się, że kawałek dalej stali trzej przyjaciele Pottera. Dwoje z nich obrzucało trzeciego papierkami po słodyczach.
- Black! Co ty, do cholery, robisz?!- Krzyknęła do nich.- I czemu Remus też to robi?!
- Złotko, ty chyba masz jakieś mylne wyobrażenie o Luniaczku!- Odkrzyknął Syriusz, nie przerywając swojego zajęcia.
Lily popatrzyła pytająco na Jamesa, jakby był słownikiem tłumaczącym każdy kretynizm tego świata.
- Glizdek chyba się zakochał od pierwszego wejrzenia- wyjaśnił chłopak.
- W kim?- Ruda była nie tyle zainteresowana, co zaskoczona.
- To chyba jakaś nowa, bo nigdy jej wcześniej nie widziałem- wzruszył ramionami.
- Ojej, Potter!- Krzyknęła Lily, udając zdziwienie- A więc w Hogwarcie będzie ktoś, kto jeszcze nie wie, że jesteś skończonym idiotą!- dziewczyna zatrzasnęła drzwiczki powozu, zanim James zdążył zareagować na jej słowa.
***
- Panna Aiello, jak sądzę- wysoka, szczupła kobieta powitała nową uczennicę- Będzie nam miło cię gościć w Hogwarcie- uśmiechnęła się przyjaźnie, lecz nie doczekała się żadnego odzewu. Mina profesorki zmieniła się natychmiast, już nie była przyjazna, stała się chłodna i bez wyrazu. Dziewczynie przypominała w tym momencie jej macochę, kiedy coś nie szło po myśli kobiety. A nie szło zazwyczaj, kiedy ona była w pobliżu, dlatego właśnie znalazła się tutaj.
Ceremonia przydziału nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia. Co by się nie stało i tak będzie źle, z takiego właśnie założenia wychodziła. Nie wiedziała jak taki przydział powinien się odbywać, nie zadała sobie trudu, żeby się kogoś zapytać. Kiedy usłyszała swoje nazwisko, podeszła i usiadła na trójnogim taborecie. Zastanawiała się, po co jest ta czapka, jakim sposobem stara, wyświechtana tiara może wiedzieć gdzie, powinna się znaleźć. Nie słyszała nic, czapka milczała jak zaklęta, a może to tak miało wyglądać? Zaczęła się już trochę niecierpliwić, czy przyjdzie jej tak spędzić cały wieczór? „Ładne połączenie kolorów, zielony i srebrny” pomyślała. Nie wiedziała, czy na taką myśl czekała tiara, ale wreszcie się odezwała i oznajmiła
- Slytherin!
Usiadła przy odpowiednim stole. Wywołała niemałą sensację. Nie miała ochoty jeść, zwłaszcza, kiedy tyle par oczu było skierowanych w jej stronę. Zauważyła tego samego blondyna, który się jej przyglądał w pociągu. Teraz również się jej przyglądał. Uważała, że to trochę bezczelne, tak gapić się na nową osobę. Sama nie bardzo wiedziała, jak ma się zachować, więc przybrała obojętny wyraz twarzy. Blondyn zdawał się wyczuwać jej niepewność i uśmiechnął się ironicznie. Teraz już wiedziała, jak powinna się zachować, po prostu odwróciła od niego wzrok. Sięgnęła po talerz z kiełbaskami i nałożyła sobie jedną, żeby się czymś zająć. Zaczęła rozmyślać o tym, co się wydarzyło zaledwie kilka miesięcy temu. Przecież to nie była jej wina, a jednak to ona poniosła tego konsekwencje. Zresztą czy tak naprawdę jest, czego żałować? Przez najbliższe pół roku nie zobaczy swojej macochy na oczy, nie zobaczy też ojca, siostry, przyjaciół. Przyjaciół? Znajdzie nowych, w końcu, czym jest przyjaźń? Niczym, przynajmniej dla niej. Przyjaciele to jedynie ludzie, z którymi spędza się czas, bo są znośniejsi od całej reszty. „Sama się urodziłaś i sama umrzesz” pomyślała i mimowolnie obróciła się w stronę tamtego chłopaka. W tym samym momencie on również się obrócił. Jak on to robił? To stanowiło dla niej zagadkę. Patrzyła na niego pełna złości, a on puścił do niej oczko. Tak zwyczajnie w świecie puścił do niej oczko i wrócił do swoich zajęć. Tej bezczelności miała już dość. Wstała i wyszła z Wielkiej Sali. Złapała kogoś, kto nosił szaty w barwach Slytherinu i zapytała go o drogę.
- Chodź, pokażę ci- uśmiechnęła się do niej blondynka, która zaczepiła.- Jestem Lee-Anne- przedstawiła się.
- Aleric Aiello- odparła.
Lee-Anne wskazała jej sypialnię, w której miała spać, a sama udała się do swojej. Aleric dowiedziała się jedynie, że jest o rok starsza od nowo poznanej dziewczyny. W tym momencie średnio ja to obchodziło i nie zanosiło się, żeby cos miało się zmienić w tej kwestii. Omiotła wzrokiem pokój. Stało w nim pięć sporych łóżek z kolumnami i zielonymi zasłonami. Jak dla Aleric było ich o cztery za dużo.

30.lipca.2009
Napisała Evangeline



Wspomnienie | Tożsamość


Księga gości


Poznaj | Uznaj | Zapisz


Można mnie znaleźć
Mroźna Lodówka Matoła
Dziewczynka z zapalniczką

Do przeczytania
Werewolf
Czarny Pan
Hogwart Mystery
Ta z Ravenclaw
Daughter
Hunter
Last chance to say love u
Heart Papercut
Destiny of fools
Destiny

Przyjaciele
Yunna

Inne
Centrum Magii
Potterowska Toplista




Szablon stworzyła Evangeline. Na zdjęciu widnieje panna Ellen Page.